• Wpisów:367
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 05:02
  • Licznik odwiedzin:23 467 / 2437 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kocham życie za to że każda sekunda jest niepowtarzalnym momentem, każda myśl jest moim przewodnikiem, każda sytuacja lekcją. Czy dobrą, czy też trudną. Zakochałam się w życiu już dawno temu i czasami człowiek spotyka takich ludzi, którzy psują mu wizję miłości, przyjaźni, dobra... Ale co z tego? Przecież i tak mamy dość siły żeby podnieść się po każdym upadku. I stać się dużo dużo silniejszym. Jako dziecko byłam dość wrażliwa, czasem płaczliwa, grzeczna i pełna dobra. I już w przedszkolu człowiek zaczyna dostrzegać, że koleżanki bywają zazdrosne i to zawsze o głupoty, że istnieje nienawiść i wrogość. I rosłam w siłę, rosnę wciąż. Już nikt nie zaatakuje mnie złym słowem, bo nigdy nie zamknę w sobie w smutku, tylko z dumą elokwentnie dopiekę i trafię w najczulszy punkt.

Dwa lata temu zakochałam się naprawdę pierwszy raz. Pierwsza miłość, pierwszy seks, pierwsze tęsknoty, namiętne noce, dużo szaleństwa. I wierzyłam, że jeśli człowiek czuje w sobie coś tak prawdziwego, to uda się przezwyciężyć całe zło, być razem i pokazać że jesteśmy ze sobą naprawdę szczęśliwi. A przecież, gdy tak pomyślę to nigdy nie czułam się przy nim w 100% sobą. Jak można zatracać siebie dla uczucia? Nie można! To łechce próżność, kiedy mężczyzna zabiega i pokazuje choć trochę uczucia. Zwłaszcza on wydawał mi się kimś dużo lepszym niż jest w rzeczywistości. Sam chciałby by kimś lepszym. Szczerze mówiąc to współczuję mu życia samemu ze sobą i życzę mu na tyle ile teraz potrafię, aby był szczęśliwszym człowiekiem.
Zamknęłam ten etap w sobie i jestem z siebie niesamowicie dumna. Nie chciałabym go spotykać przypadkiem ani teraz, ani za 10 lat. Wybrałam swoje życie bez tego człowieka i jestem naprawdę zadowolona z tego co mam. Wiem, już nie nie zwiążę się już nigdy z mężczyzną takim jak on. Szkoda czasu na wymienianie wszystkich złych cech. Wiem też, że jeśli coś od samego początku będzie nie tak, to znaczy że już zawsze tak będzie. Nie zmienię świata swoją dobrą wolą i szczerymi chęciami. Mogę jedynie wysyłać w przestrzeń całą pozytywność jaką mam dostając w zamian to samo. Jeśli będę miała dostać od losu coś dobrego to najpierw powiem "poproszę", a później "dziękuję".
Nauczę się realnie pracować na sukces, zdobywać wiedzę, korzystać z czasu. Przecież żadna ze straconych chwil już nigdy do nas nie wróci. Chcę zdać nadchodzącą wielkimi krokami sesję, i następną - letnią. Być o krok bliżej do wymarzonego tytułu. Zbudować swoją historię. Chcę dbać o siebie bardziej niż kiedykolwiek! O ciało i duszę. Chcę utrzymywać porządek dookoła siebie - to przywraca również harmonię duszy. Zmienić nieco wystrój pokoju, rozjaśnić go. Przemyślanie wydawać pieniądze. Nie mieć pretensji o porażki - każda jaka do tej pory mnie spotkała, nauczyła mnie pokory i szacunku za to co mam, chociaż wydawało mi się ze świat czeka na mnie z czerwonym dywanem. Zamiast tego wyboista, kamienista droga.

Wszystko noszę w sobie. Wszystko jest mną. Moje szczęście jest mną.

"Życie naprawdę jest dobre. Podaj dalej!"
 

 
Święta zdecydowanie nie należały dla nas do beztroskiego czasu, albowiem całkowitą troskę i opiekę musieliśmy ofiarować komuś nam bardzo ważnemu. Wyobrażanie o tym czasie było zupełnie inne, ale takie jakie było naprawdę wzięliśmy równie chętnie. Choć wymagało od nas dużo więcej cierpliwości, zmartwienia, energii. Myślę że każdy bez problemu poświęciłby tyle samo uwagi babci ile my. Starość jest trudna, nieprzewidywalna, czasem dotkliwa dla wszystkich. Ale i tak jest piękna.

"Życie jest niesprawiedliwe, ale i tak jest dobre".
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Śmierć Ani Przybylskiej zatrzymała wszystkich na chwilę.
Biegniemy na oślep, rzucając pretensjami do Boga i losu o to, że nie mamy sławy, bogactwa, oszałamiającej urody, że nie jesteśmy wystarczająco mądrzy, że nie znaleźliśmy jeszcze miłości życia, o to, że ktoś nas zawiódł, że nie wszystko nam w życiu wychodzi. I pomysleć, że to głupie życie wcale nie na tym polega. Zawsze patrzyłam na Anię z podziwem - jak na autorytet. W zasadzie niemal wszystkiego można by jej zazdrościć, więc jeśli kiedykolwiek życzylam sobie mieć takie życie jak ona to nasuwa się "uważaj o co prosisz, bo możesz to dostać..."
Mam swoje maleńkie życie, swoją prywatność, swoje mikro problemy, swoje radości, ludzi których kocham, których lubię, podziwiam. Jestem sterem. Może nie osiągnę wszystkiego, może tylko niewielką część. Ale jeśli nie zmarnuję ani minuty na to, aby robić coś wbrew sobie i przeciw sobie to istnieje szansa, że doprowadzi mnie to do upragnionego miejsca. Chciałabym naprawdę stać się lepsza. Żyć w zgodzie z sobą, dawać od siebie jak najwięcej. Mam je tylko jedno... Lenistwo to zło, nie dostałam życia po to zeby nic z nim nie robić. Muszę walczyć, starać się i być dumna z plonów. To prostsze niż mogłoby się wydawać...
 

 
Dawno nie tworzyłam przemyśleń w tym okienku. Potrzebowałam czasu na życie, odetchenie od życia i zamrożenia uczuć. Rozstałam się z moją największą, nie do końca spełnioną miłością życia, bo zrozumiałam, czym tak naprawdę ona była. Moja słaba część gdzieś tęskni, nadal mocno pragnie i potrzebuje dotyku. Druga chciałaby go spotkać, spojrzeć mu głęboko w oczy i pokazać kompletny brak uczuć. Całkowitą ignorancję. Nie wiem jak będzie, ale jestem zupełnie silna i kompletnie gotowa na nowe. Czymkolwiek to będzie. Jestem przygotowana na wszystko. Choć nie minęło wiele czasu czuję, jak daleko juz od tego jestem. I taka jestem najszczęśliwsza.
 

 
Coś straciłam, coś zyskałam. Podnieca mnie ta życiowa niewiedza, dzięki której każdy dzień jest niespodzianką. Szkoda że już bez niego.
 

 
Ciągle są sprawy, które nadają się do wymiany, ale jestem teraz szczęśliwa!
 

 

Destroy the spineless!
Show me it's real!
Wasting our last chance!
To come away
Just break the silence!
'Cause I’m drifting away
Away from you...
 

 
Szczęście w nieszczęściu - czyli powrót na stare śmieci od poniedziałku.
W perspektywie jednak coś własnego. Na chwilę obecną jedyna nadzieja na zmiany i rozwinięcie skrzydeł.
 

 
"Gubimy się jak startujemy, i całe życie się odnajdujemy?"

Może mam ogromnego pecha, a może właśnie ogromne szczęście.
 

 
Naprawdę nie wiem czy to wszystko co się dzieje to jakaś straszna życiowa próba czy po prostu jestem skazana na porażkę. Przestaje myśleć kategoriami że jak w coś się mocno wierzy to się to uda... Bardzo tego żałuję.
 

 
Nie mam nic i czuję się lżejsza od powietrza.
 

 
Zaczęłam słabnąć. Tęsknić. Wspominać dobre chwile. Pragnąć jak wtedy kiedy było dobrze. Nawet kiedy zadzwonił telefon, miałam nadzieję że to on. Nie wiem czy bym odebrała, a jeśli tak to tylko po to żeby powiedzieć mu że wszystko spieprzył, ale chciałam żeby zadzwonił. Cały czas myślę, że zadzwoni i noszę przy sobie telefon. Ale nie wylałam nawet kropli łzy - nadal go nienawidzę, tylko zaczęłam tęsknić. Pomyślałam sobie jak fajnie byłoby spotkać się na imprezie w jakimś klubie i móc tak zwyczajnie go olać. Z satysfakcją całować kogoś innego na jego oczach. Spojrzeć chłodnym, pełnym nienawiści ale namiętnym spojrzeniem i sprawić by poczuł się beznadziejnie.
Jestem ciekawa co czuje. Czy czuje się winny. Czy będzie nam dane się jeszcze kiedyś spotkać... Wyobrażam sobie taką scenę - powiedzmy, za siedem lat - niosę na rękach moją córeczkę i spotykam jego. Patrzy na moje szczęście, którego jemu nie udało się zbudować. To musiałoby być potwornie bolesne spotkanie. Ale nie dla mnie. Przysięgam że jestem silniejsza. Niczego nie żałuję. Lubię wspominać jak wciągaliśmy kreski w hotelowych pokojach i kochaliśmy się całymi nocami wznosząc toasty za to, żeby nigdy się nie zepsuło a seks był zawsze taki dziki. Żeby melancholia przeszła obok. Lubię wspominać seks nad jeziorem, jego zapach, nasze letnie noce. Lubię wspominać widoki - księżyc nigdy wcześniej nie był tak piękny. Nasze wycieczki rowerowe i zimowe spacery, oglądanie filmów u niego... SZLAG! Wzruszyłam się.. poleciały mi właśnie łzy. Bo najpiękniejsze wspomnienia to te najzwyklejsze - robienie zakupów w supermarkecie, jedzenie kolacji, śniadania, czekanie aż wróci z pracy. (już się ogarnęłam). Bo to piękne co się zdarzyło, ale finał jest bolesny. Chociaż mogłam się tego spodziewać, nie ma takich słów które wyraziłyby mój zawód i rozczarowanie. Że stało się to w taki sposób, że nie potrafił się wytłumaczyć, że wszystko stało się w momencie kiedy za nadstawiałam głowę ręcząc za niego przed rodzicami. Oszukał mnie, bo nie wiem kim jest. A raczej nie jest kimś kim próbował być przy mnie. Wkurza mnie, że boi się swoich uczuć - nie chodzi mi nawet o mnie. Ale o to, że jako facet nie potrafi się postawić rodzicom a mamie przede wszystkim. Że nie potrafi, albo że nie chce mu się walczyć... O cokolwiek. Ale walczyć. Chociażby z własnymi słabościami. Że zamknął się teraz w pustym świecie gier, filmów, piwa i pornoli udając że to jest właśnie wolność, której pragnął. Boli mnie, że nie dał mi nigdy kwiatów. Że nie powiedział nigdy "chcę być z Tobą", nie powiedział nigdy "kocham Cię". Że nie motywował mnie do działania. Że spierdolił wszystko tak po prostu...
Wrócił wtedy z pracy, ja siedziałam na fotelu, nawet na niego nie spojrzałam. Nie pamiętam już czy paliłam wtedy papierosa, ale tego dnia wypaliłam pół paczki. Stanął i patrzył na mnie, smutnym głosem powiedział, że niepotrzebnie tam wchodziłam. Wtedy na niego spojrzałam. "Myślisz że kurwa specjalnie przeszukiwałam ci komputer?! Weszłam tam przypadkiem." "Założyłem to gówno z 10 lat temu..." "Rob, wchodziłeś tam codziennie. Kurwa wiesz kiedy było ostatnie logowanie? Umiesz mi powiedzieć? 16 godzin temu! Rozumiesz kurwa, siedzimy razem w jednym pokoju a ty sprawdzasz czy napisały do Ciebie laseczki...". Nie pamiętam już nawet jak dokładnie przebiegała ta rozmowa. Zrobił jajecznice, ja nie chciałam. Mówił że nic nie jem. Praktycznie cały czas siedziałam nieruchomo... W końcu wstałam, nalałam sobie coli i poszłam do sypialni. Położyłam się na łóżku i słyszałam jak dzwoni jego telefon w spodniach które leżały na brzegu. Wzięłam je, wstałam i rzuciłam w niego nimi. Znów się położyłam. Przyszedł. Jedyne co powiedział to "Glizdo..." i położył się za mną tuląc się mocno do mnie. Nie mogłam tego znieść że nic nie mówił, wyszłam stamtąd. A i pamiętam jeszcze jak powiedział "nie myśl o tym już..." "Nie Rob, to jest twój sposób na problemy" Wyjście do auta było takie suche. On cały czas wierzył że zostanę. Nawet w samochodzie pytał się dwa razy czy zostanę. Już na stacji odezwałam się "no to cześć?". Patrzył takim mętnym wzrokiem. Wyszłam, wzięłam torbę, powiedziałam pa i już się nie obejrzałam. Nie błagał żebym wróciła, nie odprowadził mnie nawet, słyszałam tylko silnik, który się oddalał. Kupiłam bilet, zapaliłam i tak zakończyła się jedna z największych przygód mojego życia.
A ta piosenka kojarzy mi się z naszym poznaniem. Aż trudno mi uwierzyć że minęły prawie dwa lata...
  • awatar Kąśliwa Żaba: nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie wspominanie jest najgorsze. mimo trudności staram się tego nie robić, bo wtedy zaczynam tęsknić za tym wszystkim. a tęsknota to jedna z ostatnich rzeczy na którą oni zasługują.
  • awatar yourepeleme: mogłabym w sumie pod większą częścią się podpisać
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
A no i zapomniałam dodać. Sprawdzam co jakiś czas jego konto na badoo - loguje się codziennie. Jak dobrze, że mogłam przejrzeć na oczy...
 

 
"odezwij się proszę"
"Czego Ty ode mnie oczekujesz teraz? Przyjaźni? Zrozumienia? Wybacz, ale między nami jest już wszystko skończone"

 

 
It's funny how day by day nothing changes. But when you look back - everything is different"

Przeczytałam właśnie prawie całego swojego bloga. I zdumiało mnie kilka rzeczy - pisałam o pewnym Boskim chłopaku jako swojej platonicznej miłości (to było zanim poznałam Roba). W zeszłym roku, jak już spotykałam się dość długo z R. tamten chłopak mnie odnalazł , spotkaliśmy się parę razy, może byłoby coś między nami gdyby nie to że czułam się winna gdy okazało się że będąc z tym chłopakiem zadzwoniłam przez przypadek do R. i on słuchał naszej rozmowy. Pamiętam że było wtedy między nami źle i chciałam się pocieszyć, a raczej ułożyć sobie życie od nowa. Jak się okazało tak tęskniłam za Robem że zrobiłam wszystko co mogłam żeby naprawić nasze relacje.

Nie pisałam o tym jak pewnej nocy przeszukała nas policja i jego zabrali na wydział kryminalny. Mi pozwolili wrócić do domu, a on spędził noc w areszcie.

Nie pisałam o tym, jak poznałam jego rodziców czego się bardzo bałam.

Nie pisałam o tym jak mieliśmy wypadek samochodowy uderzając w 3 dziki. Jechaliśmy wtedy do hotelu na noc.

Zapomniałam również o tym, że gdy ostatnio przeszukiwałam mu komputer z racji znalezienia konta na badoo, widziałam że odwiedzał jakieś strony z dziwkami w jego mieście.

Nie napisałam również tego jak cudownie opowiadał mi o zaufaniu i szczerości w związku kiedy jechaliśmy do niego.

No i wreszcie - myślałam że będzie moim pierwszym i jedynym, że nic gorszego co spotykało nas do tej pory już nas nie spotka. Oczywiście po raz kolejny się pomyliłam. Naprawdę go kochałam... Ale gardzę teraz nim do tego stopnia że niedobrze mi jak sobie pomyślę o tym co widziałam w historii przeglądarki. I przysięgam, że nie weszłam bym tam, gdyby nie to pieprzone badoo.
Przynajmniej poznałam go takim jaki jest sam ze sobą, a nie tylko dla mnie.

Znając jego styl na pewno odezwie się za jakiś czas udając że nic złego się nie stało. Zawsze wolał unikać poważnych rozmów - jak to mówi "lepiej nie myśleć".

Ja chcę zmienić kolor włosów , znaleźć pracę, realizować się, nie przejmować się życiem.
Wbrew pozorom, czuję się niesłychanie dobrze.
  • awatar Kąśliwa Żaba: brnij do przodu i zapomnij o toksycznych relacjach, bo one niszczą. trzymam kciuki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Brak sukcesów bywa niezwykle dotkliwy. Praca marzeń ciągle gdzieś na mnie czeka. Tu gdzie chciałam póki co jestem na ławce rezerwowych. A skąd mogę wiedzieć, że ktoś dostanie czerwoną kartkę...

Mój facet, za którego ręczyłam przed rodzicami ogłasza się na badoo "Chcę umówić się z dziewczyną 20-40lat".

Czuję się niezwykle oszukana.
  • awatar *G*: @poirytowana: w guncie rzeczy to on więcej słuchał moich krzyków, bo na każde jego słowo dostawałam białej gorączki
  • awatar poirytowana: @*G*: to i ta brawa dla ciebie, że jakichkolwiek tłumaczeń słuchałaś
  • awatar *G*: Wie... Czekałam na niego aż wróci z pracy i miałam głęboką nadzieję że znajdzie chociaż jakieś sensowne wytłumaczenie. Niestety, żadne z jego słów mnie nie przekonało...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Od stycznia jestem bezrobotna <3
Nowy etap życia będzie lepszy, lepszy, lepszy!!!
 

 
Jeden mały krok by wszystko zepsuć i odwaga by spróbować cokolwiek naprawić. To nasze człowieczeństwo jest mocno męczące. Zwłaszcza wtedy gdy jest źle...
 

 
Zupełnie niespodziewanie minął cały stres. Opuściło mnie wszystko, co wyżerało moją duszę. I naprawdę czuję się teraz tak słodko obojętna, że chętnie zatrzymałabym to w sobie gdzieś w rezerwie na nagłe wypadki. Deszcz, praca, on, pieniądze... Nic mnie dzisiaj nie złamie. Jestem silniejsza niż kiedykolwiek.
Polecam to uczucie!
 

 
Zawieszona gdzieś pomiędzy szczęściem a prawdziwą tragedią...
  • awatar Awe :): Twój wpis idealnie opisuje mój stan...
  • awatar ♥Katherine♥: Witam, mam do Ciebie maleńką prośbę, a mianowicie chodzi mi oto, czy mogłabyś wejść na: catherinessdiary.blogspot.com/ i polubić tę stronę na facebooku? Bardzo mi na tym zależy.... Z góry dziękuję bardzo ;* Pozdrawiam cieplutko
  • awatar Born To Live . Live To Die..: dokładnie ,wbijaj i skomentuj wpisy ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Miłość jest piękna, jeśli jest zdrowa. Chora miłość zabija niezauważalnie i naprawdę ciężko jest czasem poczuć moment, w którym szczęście przeradza się w ogromne cierpienie.
Chęć wspólnej szybkiej śmierci z bólu miłości, albo zamieszkanie na bezludnej wyspie po to, aby mieć tylko siebie nawzajem i kompletnie nic więcej. Żadnych problemów, pracy, szkoły, rywali, rodziców, kompletnie nic. Tylko chora miłość.
Bałam się tego, że kiedyś ktoś mnie mocno zrani, zostawi, oszuka, zdradzi... Tymczasem to ja już drugi raz chcę zakończyć znajomość, z której przestałam czerpać codzienną radość życia. Za pierwszym razem nie była to tak intensywna znajomość, ale też bolało mnie to że muszę skrzywdzić kogoś w trosce o własne szczęście. Bo jak można się cieszyć chwilami, kiedy na stwierdzenie, że chciałabym, żeby nie było mnie przez kilka dni, w odpowiedzi słyszę "Tylko kilka? Ja bym chciał w ogóle nie istnieć". Nie motywuje mnie do walki o samą siebie. Wręcz przeciwnie... Zatracam się w czymś co straciło dla mnie sens. Potrzebuję świeżości. Wiem, że dziś nie mogę odebrać od niego telefonu, nie mogę z nim rozmawiać, choć wczoraj nawet na moment nie dałam mu do zrozumienia, że coś jest nie tak.
Przyszedł czas, żeby zawalczyć o samą siebie.
 

 
Zaspokoiłam ciekawość z dzieciństwa. Wiem już dlaczego dorośli ludzie pragną się rozstać i czemu ta jedna osobą krzywdzi drugą pomimo ogromnego uczucia. Palącego wręcz.
  • awatar Lavandula: Zdradz tajemnice, bo mimo, że jestem dorosla, nie znam odpowiedzi na to pytanie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Marzy mi się jakiś weekend w Paryżu. Rany, jak mi się marzy taki wyjazd...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kiedy jestem sama, kiedy mam okres jak właśnie teraz, czuję największe pragnienie, żeby on był między moimi nogami. Pomimo tego, że się dziś widzieliśmy i byliśmy nawet na spontanicznym ognisku na przystani. Kameralnym, ale bardzo miłym.
Pomimo nawet tych prób rozstania się, które nie doszły do skutku. Od czasu świąt były to dwa razy i oba z jego winy. No i ostatecznie za każdym razem uległam mu na nowo, słysząc słowa o tym, że nie chce spędzać wieczorów z nikim innym, tylko ze mną, że mu zależy, że mnie pragnie. I opowiadam o tym tak, jakby te słowa które mówił były puste, ale nie były. Bo nawet, gdy mówię, że brakuje mi go między nogami i brzmi to obscenicznie, to jest po prostu tak, że ja z całej siły marzę, żeby tylko on i zawsze był tak bardzo blisko mnie. Żeby przenikały mnie wszystkie dobre uczucia. Żebym czuła to dopełnienie, którym on właśnie jest dla mnie.
Pokłóciliśmy się o rzeczy ważne. Bo za pierwszym razem o czyjąś śmierć, a za drugim razem o jego zniewagę w stosunku do mnie. Myślałam, że nie jest do odbudowania to co we mnie zburzył, ale okazało się że nic nie uległo zniszczeniu, bo nie potrzebowaliśmy dużo czasu żeby to odbudować. Choć wtedy naprawdę mnie to dotknęło. Bo nie rozumiałam jego uniesienia (za co później przepraszał) i braku zrozumienia moich uczuć, odczuć, etc. Już nawet po rozmowie prosiłam go, żeby mnie odwiózł do domu, w momencie gdy nie chciałam z nim jechać po dziadków i kiedy byłam już w domu a on pisał że wrócił i prosił o to, żebym wyszła, miałam uszykowanego smsa "wróć do domu, idź spać i zapomnij o mnie" ale on szybciej napisał "szaleję za Tobą, co ja mogę na to.." Wtedy moja odpowiedź automatycznie zmieniła się na "Daj mi chwilę zaraz zejdę" Choć wylałam trochę łez, bo przecież byłam już gotowa zaczynać życie na nowo, bez niego. Byłam gotowa przecierpieć to wszystko z nadzieją, że kiedyś będę szczęśliwsza. Ale nie było takiej potrzeby... Za drugim razem na przeprosiny chciał mnie zabrać na desery, ale dał sobie spokój po zimnej odpowiedzi z mojej strony "Naprawdę nie chcę i proszę Cię uszanuj to". Ostatecznie spotkaliśmy się tamtej nocy i było między nami cudownie. Leżeliśmy tak bez tchu na sobie, całkiem mokrzy od potu, pierwszej z tych ciepłych nocy wśród gwiazd i gdy wracaliśmy powiedział "jak jesteśmy tam, to tak jakbyśmy byli z zupełnie innym świecie. A teraz wracamy do rzeczywistości". I nawet nie narzekam aż tak bardzo na tą rzeczywistość, ale liczę na pewne zmiany w przyszłości. Myślę, że zasługuję na to ja, ale także my na to zasługujemy. Jakkolwiek bzdurnie i absurdalnie to brzmi...
 

 
Powiedziałam mu dziś, że najwspanialsze miejsce na ziemi do odpoczynku to jego ramiona.
 

 
TęskniMY za wiosną, latem... ChceMY już jeździć na rowerach, kochać się pod gołym niebem, pojechać z plecakami i namiotem, zrobić ognisko, spędzić noc nad jeziorem, cieszyć się sobą i pogodą. Naprawdę dość już zimy...
 

 
- Seksi wyglądasz, kiedy prowadzisz...
- Nie możesz mi tak... Kiedy jadę, to niebez...
- Nie musisz nic robić... Tylko, ściągnij spodnie i rozchyl przede mną nogi.
 

 
Chociaż moje życie toczy się ostatnio po trasie Praca-Dom-Robert, to jedna z ostatnich nocy miała szanse skończyć się na komisariacie. To był prawdziwy spacer po krawedzi...

Usłyszałam ostatnio od niego słowa, których niczym nie da się zastąpić. 'Pierwszy raz w życiu doświadczam czegoś takiego...'
 

 
Zauważyłam że ostatnio nic dostatecznie mi nie smakuje. Jem tylko wtedy kiedy muszę i wtedy też mam problem z wyborem potraw. I faktycznie, schudłam trochę niechcący, ale brakuje mi uczucia prawdziwej sytości. Dlatego na drugie śniadanie serwuję sobie kawę i ciastka.
Bon appétit
 

 
Chciałabym żyć w dwóch równoległych, powiązanych ze sobą, ale nie przeplatających się światach. W jednym chcę żyć w zasadzie prawie tak jak teraz. Tylko znacznie intensywniej. A w drugim mieć czas zarezerwowany dla samorealizacji. I spleść je dopiero, gdy uznam, że w tym drugim świecie odnoszę duże sukcesy.

Btw. Myślę, że jedną z najbardziej podniecających rzeczy jest to, gdy można sobie powiedzieć "Właśnie tego kurwa zawsze chciałam! Właśnie to mam!"